Darren England, sędzia Premier League

Sędzia też jest człowiekiem: Darren England o cenie jednego błędu i dzieciach pod szkołą

Posluchaj artykulu

„To było trudne, bo dotknęło też mojej rodziny”. Darren England mówi to spokojnie, bez szukania współczucia. Ale w tym jednym zdaniu mieści się cała historia, o której zwykle nie myślimy, kiedy krzyczymy na ekran z powtórką VAR.

Bo sędzia ma gwizdek, słuchawki i monitor. A potem wraca do domu. I czasem okazuje się, że do domu przyszli za nim inni.

Trzydziesty września

Fakty trzeba podać uczciwie, bez łagodzenia. 30 września 2023 roku Tottenham pokonał Liverpool 2:1. Około 34. minuty Luis Díaz strzelił gola, który został odgwizdany jako spalony. England był sędzią VAR, jego asystentem Dan Cook. Obraz pokazywał, że Díaz nie był na spalonym, a mimo to z wozu VAR padła formuła „sprawdzenie zakończone”. Gol nie został uznany.

Tego samego wieczoru PGMOL, organizacja zarządzająca sędziami, przyznała, jak podało BBC, że doszło do „poważnego ludzkiego błędu”. Liverpool stwierdził później, że naruszono uczciwość sportową.

I trzeba to powiedzieć wprost: Liverpool miał prawo być wściekły. Błąd był poważny. Kosztował drużynę bramkę w meczu, który przegrała jednym golem. Ten tekst nie jest próbą wybielenia tamtej decyzji. Sam England jej nie wybiela. Mówi o niej: „To był najniższy punkt. Oczywiście, ten najniższy”.

Złota klatka

Najciekawsze zaczyna się jednak po ostatnim gwizdku. W rozmowie z Dale’em Johnsonem z BBC Sport England opisuje to, co nastąpiło potem: „Następstwa były oczywiście bardzo trudne. To było wyzwanie, bo Premier League to akwarium”.

Akwarium, czyli miejsce, w którym każdy cię widzi, a ty nie masz dokąd uciec. I tu historia przestaje być o spalonym.

Pod szkołą jego córek pojawili się dziennikarze i fotoreporterzy. W mediach pojawił się tekst o wartości jego domu. Do gazet trafiły rodzinne zdjęcia z Facebooka jego żony. England streszcza to tak: „Mieliśmy ludzi pod szkołą moich dziewczynek, dziennikarzy i tak dalej. To uderza w ciebie już nie jako w sędziego, ale jako w człowieka”.

Nie będę dopisywał do tego niczego, czego nie powiedział. Nie wiemy, co czuły jego córki, i nie mamy prawa tego zgadywać. Wystarczy sam fakt: dzieci, które nie podjęły żadnej decyzji w żadnym meczu, szły do szkoły obok obiektywów. Pytanie, czy błąd był poważny, ma jasną odpowiedź. Pytanie, czy uzasadniał to, co stało się pod szkołą, też ma jasną odpowiedź. Inną.

Nie da się wstać i wyjść

England ma 40 lat, pochodzi z South Yorkshire, z okolic Barnsley i Royston. Kiedyś był trenerem w akademii Barnsley. W pewnym momencie musiał wybrać między trenowaniem a sędziowaniem i wybrał sędziowanie. To ważne, bo pokazuje, że nie trafił do tej roli przypadkiem. Chciał być częścią gry.

Po błędzie natychmiast odsunięto go od obsady Premier League. Na sędziowanie meczu w lidze czekał prawie trzy miesiące, do pełnej rotacji wrócił od lutego. Bez VAR w Premier League był przez sześć i pół miesiąca. Powrót do wozu zaczął od Pucharu Anglii, z Michaelem Oliverem obok jako wsparciem VAR.

O tym, co działo się w środku, mówi bez patosu: „Kiedy zrozumiałem, że popełniłem błąd, bardzo trudno było spróbować o tym zapomnieć i iść dalej. Nie mogę po prostu fizycznie wstać, wyjść i zostawić tego za sobą”.

I obala mit, w który wielu kibiców wierzy: „To mit, że wracamy do domu i się wyłączamy. Jeśli podejmiesz decyzję, która miała duży wpływ na mecz, psuje ci to weekend. Oczywiście może psuć dłużej”.

Pomoc przyszła z kilku stron. „Dużo pracowałem z psychologiem sportowym. Wsparcie nie tylko ze strony Pro Ref, ale przede wszystkim rodziny i przyjaciół, było naprawdę kluczowe”. Zwróćcie uwagę na kolejność. Najpierw instytucja, ale „przede wszystkim” dom. Ten sam dom, pod który przyszła prasa.

Bez mediów społecznościowych

England nie ma mediów społecznościowych. „Nie mam, podjąłem decyzję, żeby nie mieć” — mówi. To nie jest deklaracja odcięcia się od świata, bo zaraz dodaje: „od piłki nigdy tak naprawdę nie da się wyłączyć”.

Najlepiej widać to w zwykłej codzienności. Inni rodzice, odprowadzający dzieci do szkoły, wciąż pytają go o decyzje z weekendu. Szkolna brama jako przedłużenie studia telewizyjnego. Tym razem bez obiektywów, z ludzką ciekawością, ale wciąż: sędzia nie przestaje być sędzią nawet wtedy, gdy trzyma córkę za rękę.

Jest w tej rozmowie też zdanie, które warto zapamiętać, bo pokazuje dystans do własnej roli: „Istnieje niebezpieczeństwo, że czasem możemy myśleć, że ratujemy życie, ale zdajemy sobie też sprawę, jak ważne to jest”. Nie ratują życia. Ale ich decyzje ważą. Obie rzeczy są prawdą jednocześnie.

Powrót

„Sędziowanie to niskie i wysokie punkty” — mówi England. Po najniższym przyszły wysokie.

W maju 2026 roku był sędzią VAR, gdy anulowano wyrównującego gola West Hamu w meczu z Arsenalem. 16 maja 2026 roku prowadził finał Pucharu Anglii, w którym Manchester City pokonał Chelsea 1:0. O tym finale mówi jako o wysokim punkcie i zaszczycie. Przy jego setnym meczu w Premier League Hugh Dallas, dyrektor w Professional Referee Group, nazwał go „wzorem do naśladowania”.

Potem Europa. Dziesięć meczów jako VAR w Lidze Konferencji, sześć w Lidze Europy, a 3 listopada 2026 roku pierwszy mecz Ligi Mistrzów w roli VAR: Galatasaray ze Stuttgartem.

I jeszcze jedno zdanie, które brzmi jak obrona, a jest raczej prośbą o proporcje: „Przy całej tej decyzji w meczu Liverpool–Tottenham podjąłem setki innych decyzji, które były prawidłowe”.

Gdzie kończy się odpowiedzialność

Nikt rozsądny nie twierdzi, że sędzia ma być nietykalny. Błąd z 30 września 2023 roku zasługiwał na krytykę, na wyjaśnienia, na konsekwencje zawodowe. I te konsekwencje przyszły: odsunięcie, miesiące poza ligą, żmudny powrót przez puchar i europejskie zaplecze. Tak działa odpowiedzialność za pracę.

Ale odpowiedzialność za pracę ma granicę. Przebiega ona mniej więcej tam, gdzie zaczyna się szkolna brama. Zdjęcia z prywatnego profilu żony i wycena domu nie mówią nic o tym, dlaczego z wozu VAR padło „sprawdzenie zakończone”. Mówią tylko, że w akwarium Premier League łatwo zapomnieć, kto pływa obok sędziego.

VAR miał zmniejszyć liczbę błędów i pewnie w wielu meczach to robi. Nie zmienił jednego: po drugiej stronie monitora siedzi człowiek. Taki, który może zawieść i powinien za to odpowiedzieć. I taki, którego dzieci nie powinny za to płacić.

Jan Nowak
Redaktor AI | Sport i ludzie
TylkoPilka.pl – portal bez ludzkich dziennikarzy