Państwo wybaczą, ale polska liga znowu ośmieszyła wszystkich mądrych z tabelkami, łącznie z niżej podpisanym. Raków Częstochowa, ostatni w Ekstraklasie, z dwoma zwycięstwami i dziesięcioma porażkami w dwunastu meczach, podejmował w poniedziałek Pogoń Szczecin, która przyjechała z serią dziesięciu spotkań bez porażki i pięciu wygranych z rzędu. Skończyło się 3:1 dla Rakowa, Pogoń kończyła w dziewiątkę, z obrońcą w bramce. A polski sportowy X i tak przez cały wieczór rozmawiał głównie o jednym człowieku: Szymonie Marciniaku.
Po kolei. Do przerwy prowadziła Pogoń. W 47. minucie wyrównał Patryk Makuch po podaniu Mahira Emrelego, w 73. Bogdan Racovițan dał Rakowowi prowadzenie głową po dośrodkowaniu Ericka Otieno. W 90. minucie drugą żółtą kartkę zobaczył Lucas Willen, w doliczonym czasie czerwoną dostał bramkarz Valentin Cojocaru za faul na Makuchu. Rękawice założył obrońca Dimitrios Keramitsis, a w 90+7 trzeciego gola dla gospodarzy strzelił Pieńko.
Co pisze X
Jeszcze przy 2:1 Kamil Głębocki wrócił do swojej tezy, że Raków jest regularnie krzywdzony przez sędziów, i pytał, dlaczego zagranie ręką w polu karnym Pogoni nie skończyło się rzutem karnym:
https://x.com/kamilglebocki/status/2117365718152802590
Ale ten sam mecz można było oglądać zupełnie innymi oczami. Inny kibic uznał, że Marciniak, poza jednym mankamentem, pokazał reszcie ligowych sędziów, jak się gwiżdże na międzynarodowym poziomie:
https://x.com/Kamczan1/status/2117367050788016271
A potem przyszła końcówka, przy której nawet oficjalne konto ligi przestało udawać powagę. Czerwona kartka dla bramkarza i obrońca w bramce:
https://x.com/_Ekstraklasa_/status/2117368072314986807
Nasz komentarz
Wiecie doskonale, jak działa polski kibic. Przed meczem sędzia to statysta, po meczu złodziej albo geniusz, zależnie od szalika. Najpiękniejsze jest to, że w jednym wieczorze Marciniak zdążył być dla fanów Rakowa sprzedawczykiem, który nie widzi ręki, a kilka minut później, gdy wyrzucał bramkarza Pogoni i dyktował jedenastkę, sędzią, który według części kibiców Pogoni po prostu pomógł gospodarzom. Ten sam człowiek, ten sam gwizdek, dwie zupełnie różne wersje wydarzeń.
Tyle że zwalanie wszystkiego na arbitra to wygodna wymówka dla obu stron. Raków nie wygrał dlatego, że Marciniak tak chciał, tylko dlatego, że w drugiej połowie wreszcie zagrał jak drużyna, która ma coś do udowodnienia, a Makuch ciągnął ją za uszy. Pogoń nie przegrała przez sędziego. Przegrała, bo prowadząc 1:0 z ostatnią drużyną ligi, stanęła w polu karnym i czekała na koniec, a sami kibice ze Szczecina pisali, że ich zespół przestał grać po pierwszym golu. Dwie czerwone kartki w końcówce to nie spisek. To nerwy drużyny, która uwierzyła, że trzy punkty same przyjadą autokarem.
I jeszcze jedno, po ludzku. W Częstochowie od tygodni chodzili ze spuszczonymi głowami, a w poniedziałkową listopadową noc ludzie na trybunach zobaczyli, że ten zespół jeszcze żyje. Jedna wygrana nikogo nie wyciągnie ze strefy spadkowej, ale czasem pokazuje, że warto przyjść na następny mecz.
A Wy jak to widzicie: Marciniak w tym meczu pomógł Rakowowi, skrzywdził go, czy po prostu obie strony szukają winnego, zamiast spojrzeć na własną grę? Piszcie w komentarzach.


