Przez dwanaście sezonów kluby uczestniczące w programie monitorowania angielskiej federacji zapisywały każdy uraz, który wykluczał piłkarza choćby na jeden dzień, oraz każdą godzinę gry i treningu. Wynik badania opublikowanego 3 października 2026 roku przeczy intuicji: urazów meczowych na godzinę gry nie przybyło. Rosła natomiast liczba dni, które piłkarze przez nie tracą. Najwyraźniej widać to przy urazach mięśni, a ich akurat przybywa.
Kibic zna to z doświadczenia, a nie z tabel. Skrzydłowy łapie się za tył uda w 60. minucie, klub podaje „uraz mięśniowy”, a potem przez kolejne tygodnie zawodnik figuruje w zakładce „kontuzjowani”. Łatwo z tego wyprowadzić tezę, że współczesna piłka łamie ludzi częściej niż kiedyś. Najnowsze dane z Anglii pokazują coś mniej oczywistego i ciekawszego.
16 tysięcy urazów i dwa miliony godzin
Badanie ukazało się w Scandinavian Journal of Medicine & Science in Sports (skandynawskie czasopismo medycyny i nauki w sporcie). Przygotował je zespół z Nottingham Trent University pod kierunkiem Bradleya Sprouse’a i Iana Varleya, we współpracy z angielską federacją (FA) i English Football League (EFL, angielska liga piłkarska). Jest w otwartym dostępie, pełny tekst można przeczytać w PubMed Central.
Materiał pochodzi z programu monitorowania urazów i chorób prowadzonego przez FA. Obejmuje sezony od 2013/14 do 2024/25, łącznie 416 „sezonów drużynowych” z 89 klubów. W tym czasie lekarze i fizjoterapeuci klubowi zanotowali 15 986 urazów, które kosztowały piłkarzy 498 108 dni przerwy. Wszystko na tle 2 286 030 godzin meczów i treningów.
Trzeba od razu powiedzieć, czyja to jest piłka. Według zestawienia autorów najliczniej reprezentowane są Championship, League One i League Two (kolejne poziomy angielskiego zaplecza). Premier League pojawia się w danych tylko w sezonach 2016/17–2020/21, średnio trzy drużyny na sezon. To zatem obraz angielskiej piłki zawodowej, ale przede wszystkim jej zaplecza, a nie gwiazd z niedzielnych hitów.
Dwie liczby, które łatwo pomylić
Całe badanie stoi na rozróżnieniu, które w publicznej dyskusji zwykle się zaciera.
Częstość urazów (incidence rate) to liczba urazów na 1000 godzin gry lub treningu. Mówi, jak często piłkarz wypada z gry.
Obciążenie urazami (injury burden) to liczba dni absencji na 1000 godzin. Mówi, ile to wszystko kosztuje. Na obciążenie składają się dwie rzeczy naraz: ile jest urazów i jak długo trwa każdy z nich.
Za uraz autorzy uznawali każde zdarzenie w meczu lub na treningu, po którym zawodnik nie mógł normalnie trenować ani grać przez co najmniej jeden dzień. To standardowa definicja urazu z utratą czasu gry (time-loss) z międzynarodowych wytycznych dla badań epidemiologicznych w piłce.
Mecz to nie trening
Pierwszy wynik jest mało zaskakujący, ale skala robi wrażenie. W meczach dochodziło do 24,9 urazu na 1000 godzin, na treningach do 3,6. Mecz okazał się mniej więcej siedmiokrotnie bardziej ryzykowny. Przy obciążeniu różnica była jeszcze większa: 835,5 dnia absencji na 1000 godzin meczów wobec 104,1 dnia w przypadku treningów, czyli ośmiokrotność.
Najczęstszym rozpoznaniem były urazy mięśni dwugłowych uda, potocznie nazywane hamstringami: 3 192 przypadki, co piąty uraz w całej bazie. Dały też największe obciążenie ze wszystkich diagnoz. Najbardziej kosztowny pojedynczy uraz to zerwanie więzadła krzyżowego przedniego. Było ich stosunkowo niewiele (180), ale mediana przerwy wyniosła 275 dni.
Sedno: tyle samo urazów, więcej dni
Najważniejsze są jednak trendy, czyli to, jak zmieniały się te wskaźniki z sezonu na sezon.
Częstość urazów meczowych stała w miejscu. Model autorów pokazuje zmianę o −0,01% na sezon, statystycznie nieodróżnialną od zera (p = 0,992). Częstość urazów na treningach spadała o 4% na sezon.
A obciążenie urazami meczowymi, czyli dni absencji na 1000 godzin gry, rosło o 5% na sezon (p < 0,001).
Skoro urazów meczowych na godzinę gry jest tyle samo, a dni straconych przez nie więcej, to czysta arytmetyka mówi, że przeciętny uraz meczowy musiał kosztować więcej dni. Warto jednak uczciwie dodać, że to wniosek z dwóch wskaźników, a nie osobny pomiar. Autorzy nie publikują trendu mediany długości przerwy w kolejnych sezonach. Nie wiemy więc, czy wszystkie urazy trwają trochę dłużej, czy na przykład w bazie pojawia się więcej rzadkich, bardzo długich przypadków.
Nie przeliczamy też tych 5% na „X procent w dwanaście lat”. To średnie tempo z modelu statystycznego, w którym trzy pierwsze, skromnie obsadzone sezony połączono w jeden punkt odniesienia. Autorzy takiej skumulowanej liczby nie podają i my też jej nie podamy.
Mięśnie psują ładną tezę
Tu trzeba zrobić zastrzeżenie, które zmienia sens nagłówków w stylu „piłkarze nie kontuzjują się częściej”.
Dla urazów mięśniowych w meczach częstość rosła o 3% na sezon (p = 0,004). Obciążenie nimi w meczach rosło jeszcze szybciej, o 10% na sezon (p < 0,001). Na treningach było odwrotnie: urazów mięśniowych ubywało o 3% na sezon, a dni straconych przez nie przybywało o 4%.
Teza „nie częściej, ale dłużej” jest więc prawdziwa dla urazów meczowych w ogóle. Dla mięśni w meczach prawda brzmi inaczej: i częściej, i dłużej. Urazy mięśniowe stanowią prawie 45% całej bazy, więc to nie jest przypis, tylko połowa historii.
Przy urazach więzadeł obraz jest spokojniejszy. Na treningach było ich coraz mniej (−5% na sezon), a w meczach ani częstość, ani obciążenie nie zmieniły się w sposób istotny statystycznie.
Anglia na tle Europy
Autorzy porównują swoje wyniki z największym europejskim projektem tego typu, prowadzonym od lat pod egidą UEFA: Elite Club Injury Study (badanie urazów w elitarnych klubach, w skrócie ECIS). Jak przypominają, w 18-letniej analizie ECIS (Ekstrand i in., BJSM 2021) częstość urazów meczowych spadała o około 3% rocznie. W Anglii, według nowego badania, nie spadła wcale.
Różnica dotyczy też obciążenia. Według zestawienia autorów urazy mięśniowe w meczach kosztowały w ich angielskiej próbie 271,52 dnia na 1000 godzin, wobec 178,40 w ECIS. To jednak porównanie dwóch różnych populacji: elitarnych klubów europejskich z lat 2000–2019 i głównie zaplecza angielskiej ekstraklasy z lat 2013–2025. Sami autorzy zaznaczają, że różnica okresów i próby może tłumaczyć rozbieżności.
Do Europy pasuje za to wątek urazów mięśni dwugłowych uda. Inna praca z grupy ECIS (Ekstrand i in., BJSM 2023) opisywała wzrost liczby tych urazów w ostatnich sezonach, do 24% wszystkich urazów.
Za oceanem podobny wzór
Ciekawy, choć wtórny kontekst daje liga amerykańska. Badanie urazów mięśni dwugłowych uda w Major League Soccer (Forsythe i in., Orthopaedic Journal of Sports Medicine 2025, praca recenzowana) cytowane przez autorów angielskich wskazuje, że średni czas powrotu do gry po tym urazie wzrósł z 13,6 dnia w latach 2010–2015 do 20,6 dnia w latach 2016–2021. Odsetek zawodników z urazem pozostał zbliżony (16,93% wobec 15,67%). Autorzy angielscy zastrzegają jednak, że MLS liczyła inaczej (odsetek zawodników, a nie urazy na 1000 godzin), więc bezpośrednie porównanie jest ograniczone. To inny kraj, inna metoda i jedna diagnoza, ale kierunek jest ten sam: nie wyraźnie częściej, za to dłużej.
Dlaczego? Trzy hipotezy, żadnego wyroku
Najuczciwsze zdanie w tym badaniu pada w rozdziale o ograniczeniach: przypisywanie wyników konkretnym przyczynom „wykracza poza zakres niniejszego badania”. Autorzy formułują wyjaśnienia, ale sami nazywają je hipotezami.
Hipoteza pierwsza: gra jest szybsza. Autorzy uważają za „rozsądne przypuszczenie”, że przesunięcie meczów w stronę akcji o wyższej intensywności zwiększyło obciążenie urazami. Powołują się na badania pokazujące w angielskiej piłce wzrost liczby sprintów, biegu z dużą prędkością, przyspieszeń i hamowań (Barnes i in., 2014). Mięśnie, zwłaszcza tył uda, przyjmują przy takiej grze największe przeciążenia. W samym badaniu nikt jednak nie mierzył, ile piłkarze biegali.
Hipoteza druga: kalendarz. Kluby EFL rozgrywają co najmniej 46 meczów ligowych w około 40 tygodni, do tego trzy rozgrywki pucharowe, bez przerwy zimowej. Autorzy przypominają badania UEFA, według których urazów mięśniowych przybywa w okresach zagęszczenia meczów (Bengtsson i in., 2013; 2018). Uczciwie odnotowują też pracę, w której długość absencji w krótkich okresach zagęszczenia nie różniła się od innych (Carling i in., 2016). Gęstości terminarza w swoich danych nie badali i wskazują to jako temat na przyszłość.
Hipoteza trzecia: ostrożność w gabinecie. Może urazy nie są cięższe, tylko ostrożniej się z nimi obchodzimy? Autorzy dopuszczają przejście na ostrożniejszy powrót do gry przy niezmienionej liczbie rozpoznań. Do tego dochodzi lepsza diagnostyka. Przy uszkodzeniach mięśnia sięgających ścięgna śródmięśniowego rehabilitacja bywa dłuższa, a czasem kończy się zabiegiem. Ten wątek autorzy sami nazywają spekulacją, bo w danych nie było konsekwentnie zapisanych informacji o takim uszkodzeniu.
Te hipotezy nie wykluczają się nawzajem. Badanie nie pozwala też rozstrzygnąć, która z nich, jeśli którakolwiek, waży najwięcej. To nie unik, tylko granica danych.
Na co uważać, czytając te liczby
Ograniczenia opisują sami autorzy i warto je znać, zanim ktoś zrobi z tego badania argument w sporze o kalendarz FIFA.
– Próba zmieniała się w czasie. Do sezonu 2020/21 udział klubów był dobrowolny i obejmował od 13 do 22 drużyn rocznie. Od 2021/22 raportowanie stało się dla klubów EFL obowiązkowe i liczba drużyn skoczyła do około 70. Autorzy piszą, że analizy ograniczone do klubów obecnych w danych przez co najmniej dwa, trzy lub cztery sezony dały w istocie te same trendy.
– Brak danych o konkretnych piłkarzach. Dane były zanonimizowane, więc nie da się prześledzić zawodnika między klubami ani sprawdzić wpływu wieku, pozycji czy historii urazów. Trendy dotyczą całej kohorty, a nie pojedynczego człowieka.
– Każdy klub to inny lekarz. Urazy rozpoznawały i zapisywały sztaby medyczne poszczególnych klubów, co rodzi ryzyko różnic w klasyfikacji.
– Dziury w ekspozycji. Tam, gdzie brakowało danych o godzinach, urazy wypadały z obliczeń wskaźników. Dotyczyło to 1% urazów meczowych i 13% treningowych.
– Pandemia. Sezon 2019/20 został przerwany, a 2020/21 autorzy każą czytać ostrożnie.
– Wszystkie ligi razem. Wyników nie rozbito na poszczególne poziomy rozgrywkowe.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą czytelnik powinien znać. Badanie sfinansowała angielska federacja. Współautorka Charlotte Cowie pracuje w FA, Subhashis Basu w EFL i jednym z jej klubów, a Ian Varley otrzymywał od FA finansowanie jako konsultant. Autorzy ujawniają to w artykule. Dane należą do FA i nie są publicznie dostępne, więc nie można ich niezależnie przeliczyć.
Co z tego wynika
Ta praca nie rozstrzyga sporu o to, czy piłkarze grają za dużo. Robi coś skromniejszego i bardziej przydatnego: rozdziela dwa pytania, które zwykle mieszamy. Pierwsze brzmi „czy urazów jest więcej?”. W angielskich meczach, licząc wszystkie urazy razem, nie. Drugie brzmi „czy piłkarze tracą przez nie więcej czasu?”. Tak, a najmocniej widać to przy urazach mięśni, których w meczach także przybywa.
Dla klubu ta różnica ma konkretne znaczenie. Jeśli urazów jest tyle samo, a kosztują więcej dni, to sama prewencja nie wystarczy. Trzeba też patrzeć na diagnostykę, rehabilitację i decyzje o powrocie do gry. Autorzy apelują o dane bardziej szczegółowe: o rodzaj i stopień uszkodzenia, o sytuację meczową analizowaną na wideo, o połączenie rejestru urazów z danymi o obciążeniach i terminarzu. Dopiero to pozwoli zamienić hipotezy w odpowiedzi.
Do tego czasu najbardziej uczciwe zdanie jest takie: angielscy piłkarze nie łapią urazów częściej niż dekadę temu, ale dłużej ich nie ma. Dlaczego tak się dzieje, tego konkretne badanie nie rozstrzyga.
Źródło główne: Sprouse B., Chandran A., Hennis P., Morris J., Cooper S., Cowie C., Basu S., Varley I. The Football Association Injury and Illness Surveillance Programme: The Incidence, Burden, and Severity of Injuries in English Men's Domestic Football (Program nadzoru nad urazami i chorobami FA: częstość, obciążenie i ciężkość urazów w angielskiej piłce męskiej). Scandinavian Journal of Medicine & Science in Sports 2026;36(10):e70378. doi:10.1111/sms.70378. Pełny tekst: PMC13633597.



