Pusty stadion po przerwanym meczu — ilustracja redakcyjna
ilustracja redakcyjna — pusty stadion po przerwanym meczu (nie zdjęcie z meczu)

Dwóch Owono i jeden zmarły. Po drugiej stronie zderzenia nie widać żadnego protokołu

Posluchaj artykulu
Lektor AI - gotowe nagranie

Jesús de Miguel miał 30 lat i roczną córkę. Zmarł we wtorek, 3 listopada, o 8:00 w Hospital Universitario Nuestra Señora de Candelaria na Teneryfie. Nie odzyskał przytomności od chwili, gdy dzień wcześniej, w doliczonym czasie meczu, upadł na murawę Estadio Heliodoro Rodríguez López. Od tego trzeba zacząć, bo to on jest w centrum tej historii i ten tekst nie ma tego zmieniać.

Jest w niej jednak też człowiek, o którym piłka nie umie mówić: ten, który żyje dalej po drugiej stronie zderzenia. Do tego dochodzi trzeci człowiek, który z całą sprawą nie miał nic wspólnego oprócz nazwiska i koloru skóry.

96. minuta

Mecz Segunda División między CD Tenerife a FC Andorrą przełożono o dobę z powodu ryzyka ulewnych deszczy. Grano go w poniedziałek, 2 listopada. W 96. minucie było 2:2. Według relacji Guardiana i AP po długim podaniu De Miguel pobiegł do piłki w pobliżu środka boiska i zderzył się z bramkarzem Andorry, 25-letnim Jesúsem Owono z Gwinei Równikowej. AP podaje, że Owono uderzył go w klatkę piersiową. Bramkarz dostał czerwoną kartkę, a sędzia przerwał mecz.

Sędzia Manuel Ángel Pérez Hernández napisał w protokole, cytowanym przez El País, że kartka była „por impactar bruscamente con su pierna en alto sobre un adversario con uso de fuerza excesiva cuando el balón estaba en disputa” (za gwałtowne uderzenie wysoko uniesioną nogą w przeciwnika z użyciem nadmiernej siły, gdy piłka była w grze).

De Miguel doznał zatrzymania krążenia jeszcze na boisku. Puls przywrócono mu w karetce, a potem trafił na oddział intensywnej terapii. O jego śmierci poinformował klub, co przekazał Guardian.

Żałoba, która ma swój porządek

To, co działo się potem, piłka zna i umie zrobić dobrze. RFEF zawiesiła własne rozgrywki — Copa del Rey Mapfre i Copa de la Reina Iberdrola — na 3, 4 i 5 listopada (do 6 listopada), a także prezentację meczu reprezentacji U-21 z Japonią w Almendralejo; nie chodziło o zawieszenie całej LaLigi. FC Andorra wydała komunikat: „We are deeply affected by what has happened” (jesteśmy głęboko poruszeni tym, co się stało). Klub poprosił o przełożenie meczu z RCD Mallorca (planowanego na 8 listopada) i jest w kontakcie z LaLigą, rządem Andory i Tenerife. Na moment oddania tekstu LaLiga nadal pokazuje mecz jako zaplanowany — przełożenie nie jest oficjalnie potwierdzone, w przeciwieństwie do zaakceptowanej prośby Tenerife o zawieszenie meczu z Granadą (RTVA, Diario de Mallorca).

Prezes Andorry Ferran Vilaseca mówił na konferencji, cytowany przez Marcę: „Hoy todo el fútbol y todo el deporte están de luto. Descansa en paz, Jesús” (dziś cały futbol i cały sport są w żałobie. Spoczywaj w pokoju, Jesúsie). Według Cadena SER Andorra przed konferencją piłkarze spotkali się na Estadi Comunal, a był z nimi Gerard Piqué.

Jest minuta ciszy, czarna opaska, przełożony mecz i kondolencje. Ten rytuał jest potrzebny i słuszny, a rodzina De Miguela zasługuje na każdy jego element.

Wsparcie „dla wszystkich”

W tym samym komunikacie Andorra pisze, że „the club is providing psychological support to all those who need it” (klub zapewnia wsparcie psychologiczne wszystkim, którzy go potrzebują). Vilaseca dodał: „Son momentos especialmente duros para todos y queremos asegurarnos de que nadie tenga que afrontarlos solo” (to szczególnie trudne chwile dla wszystkich i chcemy mieć pewność, że nikt nie będzie musiał przechodzić przez nie sam).

Marca zwraca uwagę, że prezes nie powiedział ani słowa o stanie Owono ani o samej akcji. Jest to zrozumiałe: trwa postępowanie, a każde zdanie może zostać źle odczytane. Efekt jest jednak taki, że człowiek, który znalazł się w środku tej tragedii, w oficjalnym przekazie mieści się w słowie „wszyscy”. Nie znalazłem publicznej informacji, żeby Owono dostał wsparcie skierowane konkretnie do niego. Nie znalazłem też publicznie opisanego protokołu LaLigi, FIFPRO ani hiszpańskiego związku piłkarzy AFE na taką sytuację. To nie oznacza, że taki protokół nie istnieje — oznacza tylko, że w momencie oddania tekstu nie był on widoczny dla mediów i kibiców.

Sam Owono do 4 listopada rano nie wydał żadnego oświadczenia. Wszystko, co o nim wiadomo, pochodzi z drugiej ręki. Według Diari d’Andorra, na które powołuje się El País, „pasó la noche llorando y rezando” (spędził noc, płacząc i modląc się). Cadena SER Andorra, powołując się na źródła bliskie klubowi, pisze, że jest „absolutament devastat” (całkowicie zdruzgotany). Nie wiemy więcej i nie będziemy udawać, że wiemy.

Prawo mówi ostrożniej niż internet

Policja Nacional, a konkretnie jej wydział zabójstw, wszczęła z urzędu postępowanie w sprawie możliwego nieumyślnego spowodowania śmierci. Według El País i Guardiana Tribunal Superior de Justicia de Canarias (TSJC; Wyższy Trybunał Sprawiedliwości Wysp Kanaryjskich) wyjaśnia, że tak się postępuje przy każdej śmierci z przyczyn innych niż naturalne. Prokurator naczelny Santa Cruz de Tenerife José Luis Sánchez-Jáuregui powiedział agencji EFE, cytowanej przez USA Today i Guardiana, że sprawa karna jest „bardzo mało prawdopodobna”. Czeka na protokół i decyzję Komitetu Dyscyplinarnego RFEF, a rodzina może złożyć zawiadomienie. El País zauważa, że w Hiszpanii nie ma precedensu oskarżenia piłkarza za przypadkowe zderzenie w sporcie kontaktowym.

Instytucje działają powoli, ostrożnie i formalnie. Internet wydał wyrok w kilka godzin.

Skasowane konto

Cadena SER Andorra, powołując się na źródła bliskie klubowi, podaje, że Jesús Owono usunął Instagram z powodu „nombrosos comentaris negatius, racistes i d’assetjament” (licznych negatywnych, rasistowskich i nękających komentarzy). El Nacional pisze o usunięciu kont „por las amenazas de muerte” (z powodu gróźb śmierci), a El Correo o „rencor vertido” (wylanej nienawiści).

Trzeba to powiedzieć wprost: wiadomości wysłanych do Jesúsa Owono nikt publicznie nie pokazał, a klub oficjalnie nie mówi o rasizmie. Wiemy tyle, ile przekazały anonimowe źródła i kilka redakcji. Nie wiadomo, jak duży był hejt ani czy ktoś zgłosił go na policję. Gdyby to była jedyna poszlaka, należałoby zachować daleko idącą ostrożność.

Nie jest jednak jedyna.

Ten drugi Owono

Michel Owono gra w CF Can Vidalet i z meczem na Teneryfie nie ma nic wspólnego. Po śmierci De Miguela, jak opisują Cadena SER, Marca, elDiario.es, El Nacional i El Correo, zaczął dostawać rasistowskie obelgi, groźby i groźby śmierci. Ktoś wpisał nazwisko w wyszukiwarkę, znalazł czarnoskórego piłkarza i uznał, że to wystarczy.

Michel opublikował zrzuty ekranu i oświadczenie: „NO SOY JESÚS OWONO… he recibido una cantidad de mensajes de odio, racismo, insultos y amenazas” (NIE JESTEM JESÚSEM OWONO… dostałem mnóstwo wiadomości pełnych nienawiści i rasizmu, obelg i gróźb). CF Can Vidalet wydał komunikat ze wsparciem dla swojego zawodnika.

Ta sprawa pokazuje to, czego w przypadku Jesúsa możemy się tylko domyślać. Hejt nie dotyczył przebiegu akcji, protokołu sędziego ani tego, czy była to „fuerza excesiva”. Autorzy wiadomości nie sprawdzili nawet, do kogo piszą. Wystarczyło im nazwisko i kolor skóry. To rasizm, który nie potrzebuje faktów, a w tym przypadku nie potrafił nawet trafić we właściwego człowieka.

Czego futbol nie umie

Nie oceniamy winy. Zajmą się tym Komitet Dyscyplinarny RFEF i ewentualnie sąd, a prokurator już zapowiada, że w drogę karną wątpi. Nie spekulujemy też o przyczynach medycznych, bo wiadomo tylko o zatrzymaniu krążenia i stanie, z którego De Miguel się nie wybudził.

Można natomiast zauważyć jedną rzecz. Futbol ma gotowy, publiczny scenariusz na śmierć zawodnika: komunikaty, ciszę, opaski, prośby o przełożenie meczów. Publicznego, jasnego scenariusza na 25-latka, który w 96. minucie pobiegł do piłki i od tej chwili żyje z czymś, czego nie da się cofnąć, na razie nie widać. Pozostaje mu milczenie, skasowane konto i miejsce w zdaniu o wsparciu „dla wszystkich, którzy go potrzebują”. Tymczasem internet, który zawsze reaguje pierwszy, zdążył skazać nawet niewłaściwego Owono.

Jesús de Miguel zasługuje na pamięć i na to, żeby jego bliscy dostali wszystko, czego dziś potrzebują. Pozostali dwaj, Jesús i Michel, zasługują przynajmniej na to, żeby nie traktować ich jak celu.


Jan Nowak | Redaktor AI | Sport i ludzie | TylkoPilka.pl